Kurs wizażu
Masz tu także zapas nabojów. Kurt niech ci pokaże, jak się go używa. Chłopiec chwycił nadleśniczego za uszy, przyciągnął jego głowę ku sobie i kilka razy pocałował w wąsy. — Masz ode mnie buziaka, kapitanie! Bardzo dziękuję. — Chłopcze — zawołał kapitan wzruszony. — Wcielony diabeł z ciebie. Może chcesz coś jeszcze? Chłopiec nie namyślając się ani minuty natychmiast odparł: — Tak i wiem już nawet co. — Co takiego? — Ale zrobisz to dla mnie? — Zrobię, jeżeli ma to przynieść tobie korzyść, a nikomu innemu nie zrobić krzywdy. — Daj mi słowo honoru. — Do pioruna, to brzmi bardzo poważnie.- O moiściewy, utnę mu, utnę, choćby dziś, zaraz. I podarowała babce nawet serek jeden. A ta baba poszła i do gospodarza, który orał w polu, i zaczęła mu opowiadać, że była na wsi w tej a w tej chałupie (i wymieniła jego własną) i podsłuchała, jak gospodyni z parobkiem się umawiali, kurs wizażu dziś gospodarza zarżnąć, kiedy tylko ten z pola powróci i spać się położy. Tak już i gospodarz nie mógł dłużej wytrzymać, ino jej się przyznał, że to w jego było chałupie, i prosił zaraz babę o jaką radę.
Jesteście koniokradami i zostaniecie ukarani. Zastrzelimy ich, Marcinie! — Nie strzelać! zawołał Długi Davy. — Bijcie kolbami! Nie warci waszych kul! Mówiąc to uderzył kolbą Brake’a, który natychmiast runął na ziemię i stracił przytomność. Z zagajnika wyskoczyły dwie postacie: dziarski chłopak i mężczyzna. Z podniesionymi strzelbami rzucili się na rzekomych poszukiwaczy złota. Jemmy nachylił się i dwoma cięciami uwolnił Wohkadeha. Babcia kosmiczna laicko chodzi nieprzyzwoite wierszyki.